Rocznica

   Od kilku dni odczuwała podświadomy lęk. Choć bardzo starannie to ukrywała, demony przeszłości nie pozwalały o sobie zapomnieć, a ona wiedziała dlaczego. Właśnie minęła czwarta rocznica ich poznania. Czwarta rocznica bolesnego rozrywania siebie, pomiędzy jego, a swój, od dawna zbudowany dom. Czwarta rocznica uległości wobec kogoś, kto urokiem i przebiegłością doprowadził do długo nieuświadamianego stopnia przywiązania. Czwarta rocznica niepotrzebnego czekania i trwania w miłosnym amoku. Czwarta rocznica jej nieustającej wiary w realizację jego obietnicy bycia razem. Czwarta rocznica jej słabości, a jego triumfu nad jej brakiem charakteru. Czwarta rocznica, której miało nie być, bo dwa miesiące wcześniej zamierzała z nim zerwać raz na zawsze. Ale on się nie zgodził, a ona przyjęła to z ulgą...
   Data, która stała się dla niej najważniejszą w życiu, aktualnie stała się źródłem niekończącego się cierpienia, cierpienia które, co tu dużo mówić, sama sobie zafundowała. Znaczyła dla niej bowiem tą nieoczekiwaną zupełnie zmianę, znaczyła nową miłość, znaczyła obecność kogoś, kto wypełnił tak szczelnie, że aż hermetycznie jej świat... Był dla niej wszystkim. Dniem, nocą, słońcem i cieniem... Grudniem i majem...Płaczem i śmiechem...
   Gdy był obok, wdychała jego zapach, by nabrać sił na dni bez niego...
   Jak małe dziecko, patrząc mu prosto w oczy, lubiła słuchać gdy mówił jak ważna jest w jego życiu, jak świat krąży wokół niej, ile dla niego znaczy...
   Dlatego czuła ból, gdy beztrosko, z dziecinnym wdziękiem zapominał o tej, łączącej ich, dacie... A przecież przez cztery lata zapomniał cztery razy.
   Egoistycznie nie zgodził się na rozstanie, bo nie starał się zrozumieć jak bardzo jest jej przykro, że nie dotrzymuje słowa, jak rozrasta się w niej poczucie winy, jak mdli ją od wyrzutów sumienia, jak kurczy się pod własną podłością. A do niej powoli docierała wszechogarniająca świadomość, że on tak naprawdę wcale nie chciał, by byli razem, razem na zawsze. On tylko mówił, że chce. Wyznaczył termin rozstrzygnięcia, ale konsekwentnie go unikał. Przecież musiałby zrezygnować z tego co w jego życiu okazuje się ważniejsze od niej, z książek, obrazów, zegarów i innych dóbr dotychczas zdobytych... Chyba to przeczuwała od początku, ale nie chciała w to wierzyć, wolała puste obietnice, nic w rezultacie nie znaczące w tej czteroletniej znajomości. Prosiła by jej nie oszukiwał, by podjął decyzję, jakąkolwiek, ale decyzję, która roztrzygałaby jej sytuację. On wprawdzie zapewniał, że chce by byli razem, ale dalej bawił się podwójnym życiem, po mistrzowsku łącząc dwie prawdy – tę obiektywną z tą życzeniową. Z przykrością konstatowała własną naiwność i jego pewność siebie. Zrozumiała, że nie kocha jej, tylko życiowe imponderabilia, to co sprawiało mu przyjemność, a nie to co miało znaczyć ich wspólną radość. Pełna goryczy myślała o tym, że jest dziewczyną tylko na godziny, dziewczyną na porcję erotycznych doznań. Działał jak pogotowie ratunkowe, ale jego rola jest przecież doraźna, a to w rezultacie prowadziło do zwiększania cierpiącemu złudzeń. Coraz przejrzyściej widziała, że jego postawa boli ją od dawna, właściwie chyba od początku...? A może od chwili kiedy zupełnie nieodpowiedzialnie zaczął planować to, co nigdy nie miało się zdarzyć? Gdy zrozumiał, co obiecał, bez komentarza, zwyczajnie się wycofał.
   Zaczęła zdecydowanie zadawać sobie pytanie: jak można normalnie funkcjonować w anormalnych warunkach? Co z tego, że zawsze podkreślał, że obu stronom ma być dobrze, mają się wzajem uzupełniać, skoro po mistrzowsku tylko brał i zabierał to, co obiecał dać?
   Czas trwania, jest czasem życia. Ale życie to niekoniecznie trwanie, tak więc obudzony lęk wyzwolił w niej siłę powrotu do życia. Wolała być sama, niż oddawać siebie po kawałku.
   Przemyślała swoje wątpliwości kolejny raz i kolejny raz zobaczyła siebie w krzywym zwierciadle jego kłamstw. Podjęła decyzję. Lęki miną, a ona będzie wolna.

Opowiadanie opublikowane w częstochowskim dwumiesięczniku kulturalnym "Aleje 3",
nr 53(I-II)/2006 s. 33
i na blogu http://joannagrochowska.blogspot.com 28.05.2009