“Okiem widza...” [o Krajowych Targach Książki w Krakowie i nagrodzie im. Jana Długosza]

  Targom towarzyszy dużo bardziej lub mniej prestiżowych imprez. Modnym stało się również powoływanie kolejnych kapituł do wręczania kolejnych nagród, o specjalnym, niepowtarzalnym wymiarze, koniecznie lepszej od już przyznawanych.

   Sama formuła targowa jest właściwie jednolita dla wszystkich tego typu imprez, których w kraju coraz więcej, ale przeciętny ich uczestnik narażony jest raczej na niedogodności związane z nieprzystosowaniem miejsca do celu (czasem najbardziej prozaiczne), niż możliwość i umiejętność pełnej percepcji wszystkich wydarzeń targowych. Liczne grona odwiedzających targi, pozwalają optymistycznie domniemywać, że są to imprezy tyleż potrzebne, co udowadniające potrzebę istnienia książki, przez pesymistów (w tym wielbicieli internetu), lekceważoną.

   Nie pora tu rozstrzygać czy Kraków jako kulturalna stolica Polski chciała wypracować tradycję własną, czy wzorować się na pomyśle warszawskim sprzed 10-ciu lat, lub czy miłośnicy Krakowa chcieli udowadniać miłośnikom Warszawy, anegdotyczną przewagę Świąt Wielkiej Nocy nad Świętami Bożego Narodzenia dowcipnego pomysłu Jana Tadeusza Stanisławskiego.

   Warszawskie krajowe targi książki dysponują już pięcioletnią tradycją wręczania nagrody o wdzięcznej nazwie IKAR. Nagrodę przyznaje się w wielu kategoriach i stanowią one tzw. “małe” IKARY oraz jedną – główną - będącą tzw. “dużym” IKAREM.

   Kraków w tym roku przyznał po raz drugi Nagrodę im. Jana Długosza, której rangę ma symbolizować nobliwe nazwisko Patrona, dla “dzieł o wybitnych walorach poznawczych z dziedziny szeroko rozumianej humanistyki”. Nominowane do tej nagrody książki poprzez naukowe wartości, na pewno odpowiadają idei jej powołania. Tymczasem uroczystość jej wręczania, odbywająca się w krakowskiej Filharmonii miała charakter stypy, zamiast cieszącej oko i ucho radosnej i serdecznej uroczystości na rzecz laureatów. Nie wiem czy znana krakowska oszczędność czy niedyspozycja mistrza oświetlenia, sprawiła że sala tonęła w ciemnościach. Punktowo oświetlono jedynie osoby prowadzące uroczystość. Opatrzności należy zawdzięczać, iż wchodzący na scenę nominowani (w większości osoby starsze) nie spadły ze schodów lub niebezpiecznie się nie potknęły. Grobowa cisza panująca na scenie i sali, pogłębiała atmosferę śmiertelnej powagi. A przecież można było zadbać np. o dyskretne odtwarzanie stosownego do sytuacji utworu muzycznego w tle, co na pewno nadałoby nie tylko uroczysty, ale i wykwintniejszy ton całości. Nagrodę obok autora książki, otrzymywało także wydawnictwo. Smutek zatem wzbudzał fakt nieobecności części nominowanych, a miejsce przedstawicieli nominowanych wydawnictw zajmowały osoby raczej w randze sekretarki niż dyrektora. Nagrodę im. Jana Długosza otrzymał Profesor Mieczysław Tomaszewski, za dzieło: “Chopin. Człowiek, Dzieło, Rezonans”, wydane przez krakowskie wydawnictwo Podsiedlik i Raniowski – nomen omen – nie reprezentowane na krakowskich targach książki. Książka została napisana przez znanego muzykologa ukierunkowanego na humanistyczny odbiór muzyki, wybitnego chopinologa, profesora krakowskiej Akademii Muzycznej. Wydana poprawnie, starannie, z dbałością o szczegóły, jest na pewno dziełem na nagrodę zasługującym. Chyląc czoło przed benedyktyńską pracą autora, trudno oprzeć się wrażeniu pewnej koniunkturalności w przyznaniu nagrody Profesorowi i jej usytuowania czasowego w obchodach Roku Chopinowskiego (to trochę tak, jak na warszawskich krajowych targach książki, przyznano “małego” IKARA II Programowi Polskiego Radia, za cykl audycji popularyzatorskich o Adamie Mickiewiczu, z analogicznych przyczyn, popularyzowanie którego jest po prostu świętym obowiązkiem radia publicznego !). Licząca ponad 20000 pozycji bibliografia chopinowska, zdaje się sugerować, że nawet najbardziej rzetelna i opisowa praca, małą ma szansę stać się szczególnym odkryciem. Przydługa uroczystość z dość zawiłą laudacją odczytaną przez redaktora Leszka Polonego, podczas której trzymano wszystkich nominowanych na stojąco na scenie, zakończyła się dla laureatów “poleceniem” przejścia do kawiarni na konferencję prasową, gdzie nie było ani publicznej telewizji, ani publicznego radia, jedynie komercyjne, krakowskie RMF FM oraz “Dziennik Polski”. Widzów zadowolono recitalem Beaty Rybotyckiej i Jacka Wójcickiego, warsztatowo bardzo poprawnych artystów, jednak nie prezentujących niczego co nie jest znane z telewizyjnych programów, stanowiących standard. Dla mnie nie ulega najmniejszej wątpliwości, że wśród nominowanych, najbardziej rzetelnym kronikarzem (do czego odwołuje symbolicznie Patron Nagrody), naszych czasów jest ksiądz Józef Tischner, którego głęboka mądrość, wyrafinowany i nieoceniony intelekt, otwarta, pełna tolerancji postawa wobec wszystkich spraw świata tego, wiedza będąca pochodną własnych przemyśleń, są Jego niezaprzeczalnym duchowym bogactwem.

   Jak na każdych targach tyleż samo książek pięknych i wyjątkowych, jak i mało ciekawych. Prym od lat wiodą wciąż wydawnictwa duże, znane i uznane, (Wydawnictwo Literackie, Znak, Wydawnictwo Dolnośląskie, PWN, PWE, Bellona); nieco “młodsze” ale o ustalonej już renomie (Universitas, Prószyński i S-ka, którym za to zależy na profesjonalnym wizerunku); i wydawnictwa mniejsze, mniej znane, które nie wydają aż tak dużo tytułów, ale za to wydają pięknie i książki niezbędne (Bosz, Wydawnictwo A5, Innowacje). Z ogromnym zadowoleniem odebrałam absolutnie rewelacyjny poziom wydawania przez niektóre wydawnictwa uczelniane, które pewnie przez mądrze zarządzających stały się po prostu stricte profesjonalnymi wydawnictwami (Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, UMK w Toruniu, Uniwersytetu Śląskiego). Jak zawsze i ignorantów nie brakowało. Tym należy “życzyć szczęścia”, bo wcześniej czy później albo będą musieli się zmienić, albo wypadną z gry.

   Jako wieloletni uczestnik targowych imprez będę jeszcze długo zachodzić w głowę, dlaczego wszelakiego typu imprezy (jak np. wspomniane wręczanie nagrody), wciąż są “obstawiane” jedynie przez przedstawicieli wydawnictw, księgarzy, hermetyczne kręgi, tworzące towarzystwa wzajemnej adoracji, a nie również przez bibliotekarzy, którzy przecież dużo grono kupujących stanowią i dla których książka jest często treścią ich życia i bez których część polskich bibliotek mogłaby zamknąć działy gromadzenia. Ich nie tylko się nie zaprasza, ale nawet o targach nie informuje.

   Dziwne jest również i to, że dwie kolejne sobotnie audycje Programu III PR, o wyjątkowo adekwatnej nazwie Magazyn Bardzo Kulturalny, poświęcając dużo czasu sobotnim wydarzeniom, towarzyszącym targom, aż dwukrotnie omawiały te same imprezy, ani słowa nie poświęciły tak Nagrodzie im. Jana Długosza, jak i jej laureatowi, czyli wydarzeniom czwartku. Pewnie dlatego, że nie został nim ani Czesław Miłosz, ani Stanisław Barańczak, ani Ryszard Kapuściński.

   Będąc patronem medialnym niedawnych, “wędrujących” po Polsce i obleganych wystaw grafiki Salvatora Dali, nawet nie wspomniał o niezwykle interesującym, arcypięknym albumie jego prac, wydawnictwa Bosz.

   Puentując słowami Jana Sztaudyngera, że: “prawda nie boi się cienia, bo nigdy się nie zmienia”, mam nadzieję, że kolejne edycje krajowych targów książki będą coraz bliższe ideału.

Opublikowano w miesięczniku “Megaron” nr 01/2000 s. 56-57