“A życie toczy się dalej” (refleksje po katastrofie smoleńskiej)

Cały czas jestem pod niegasnącym wrażeniem tej strasznej, okrutnej tragedii, która zabrała Polsce prezydenta i jego małżonkę oraz pozostałych uczestników feralnego lotu. Nie było mi po drodze z Lechem Kaczyńskim, choć łączy nas solidarnościowy rodowód, ale niezależnie od moich sympatii i poglądów politycznych, to co się stało ma dla mnie wymiar apokaliptyczny i niezatartą symbolikę. Nie sposób nie rozważać kwestii niepotrzebnych śmierci w pełnej zadumy refleksji, ale też nie sposób nie zauważyć proporcji. Wśród ofiar są Ci, którzy w codziennym życiu politycznym lubili bez uzasadnienia oskarżać, nie wykazując przy tym zbytniego samokrytycyzmu. To zupełnie tak, jakby los upomniał się o pozostałych, tych którzy nie lubią politycznych awantur, osobistych prztyczków, wolą mądrych, wyważonych rządzących. Nie chcą rozgrywek, a konkretów mających uczynić państwo solidarnym, przyjaznym, w którym da się spokojnie żyć. To co się stało w Smoleńsku w wymiarze ludzkim jest absolutnie przerażające, a nade wszystko niepotrzebne, co do tego nikt nie ma wątpliwości, że to zbyt wygórowana cena za polityczne spory. Dopiero na skutek tego apokaliptycznego wydarzenia, Polska przez ponad tydzień była oazą spokoju, ciszy, przejścia ponad podziały polityczne, wzajemnego szacunku, potrzeby dyskretnego oddania czci zmarłym. Zmieniony tragedią Jarosław Kaczyński, zapewne spodziewający się kolejnej tragedii, śmierci matki, został niemal całkowicie rodzinnie osamotniony. Jednak najtrudniejszy, najsmutniejszy czas dopiero przed nim, bowiem okres żałoby bezpośrednio po śmierci bliskich jest czasem pośpiechu i koniecznych formalności. Dopiero po pogrzebie następuje moment refleksji, bolesnego rozpamiętywania i niekończącego stawiania pytania "dlaczego". A to przecież jeszcze nie koniec "odliczania" zmarłych, bo jeszcze nie do wszystkich wrócili bliscy i te rodziny są w najtragiczniejszej sytuacji. Pochowanie Prezydenta Lecha Kaczyńskiego i Jego Małżonki Marii właściwie zamyka oficjalne państwowe akcenty pogrzebowe. Media coraz mniej będą zajmować się katastrofą w Smoleńsku, a temat przyśpieszonych wyborów prezydenta zacznie dominować jako temat dnia. Ból pozostałych rodzin, bliskich i przyjaciół w sposób naturalny zejdzie na dalszy plan, bo życie musi toczyć się dalej. Dla nich jednak to będzie okres długiego wychodzenia z szoku, odnajdywania się w codzienności na nowo, doszlusowywania do normalności, która już nigdy normalnością nie będzie. Dziś zastanawiam się, czy w tej nadal żałobnej atmosferze Jarosław Kaczyński podziękuje Donaldowi Tuskowi i wszystkim, którzy w tych trudnych, bolesnych dniach stanęli na wysokości zadania?
Czy doceni zachowanie Rosjan, którym nie można zarzucić najmniejszego uchybienia? Czy rozpatrując wszelkie za i przeciw, wybierze drogę osobistego wieńczenia dzieła Brata, czy wybierze osobistą i polityczną wolność, zapewniającą mu niczym nieskrępowaną realizację jego patriotycznego testamentu?
Czy zdecyduje się na start w wyborach prezydenckich, czy z niego zrezygnuje?

Opublikowano na blogu http://joannagrochowska.blogspot.com 20.04.2010