“www.zwyklybohater.pl”

Dziś w Dzień Dobry TVN Edward Miszczak i przedstawiciel Banku BPH zapraszali widzów do wzięcia udziału w akcji zgłaszania opowieści o ludziach będących zwykłymi bohaterami. Nie można samemu się zgłosić, musi uczynić to inna osoba, ma być - na razie tajemnicze - jury, mają być wysokie nagrody dla trójki wygranych, słowem lećmy pisać historię tych, którzy swoją postawą zasłużyli na miano "zwykłego" bohatera! Póki co ja napisałam list do Edwarda Miszczaka:

Szanowny Panie!

W dzisiejszym programie DDTVN usłyszałam o Państwa akcji "zwyklybohater.pl". Godne to podziwu i pewnie potrzebne, aby zupełnie nie stracić nadziei, że istnieje coś takiego co bezinteresownością się zwie...
Myślę jednak, że popełniacie Państwo błąd przyjmując wyłącznie zgłoszenia kogoś o kimś, choć domyślam się z czego to wynika. Najpewniej z obawy, że nieskromni, zadufani w sobie, z wybujałym "ego" zaczęliby słać zgłoszenia na samych siebie, niekoniecznie na to miano zasługując. Akcja w tej wersji wydaje mi się zatem nieco amatorska, bowiem znacznie więcej zaangażowania wymagałyby weryfikowane przez jury nadsyłane także zgłoszenia "osobiste". Myślę także, że skład jury powinien zostać ogłoszony przed startem akcji, a nie w jego finale, bo jeśli akcja skierowana jest do całego społeczeństwa, to może właśnie ono powinno wskazać tych, do których ma zaufanie i których uważa za autorytet w tej akurat sprawie?
Zapewniam Pana jednocześnie, że są osoby, których nikt nigdy nie zgłosi, a które na to zasługują w pierwszej kolejności, bo CAŁE swoje życie żyły (żyją) zgodnie z moralno-etycznym dekalogiem, pomagały (pomagają) innym bez względu na to kim były osoby potrzebujące (a więc także i tym, od których doznali krzywdy), nie liczyły (nie liczą) czasu, pieniędzy, nie bały się (nie boją się) skutków swoich działań, a policzki przyjmowały (przyjmują) z godnością. A dlaczego nikt ich nie zgłosi? Bo nie wszyscy oglądają TVN, nie wszyscy mają komputer i nie wszyscy umieją się nim posługiwać, nie wszyscy pomyślą, że ten obok człowiek to zrobił to, to i to... no i nie wszystkich stać na ten bezinteresowny odruch...
Moje wątpliwości wzbudza także fakt finansowego nagradzania tych osób! Przecież skoro do tej pory działały bezinteresownie, nie oczekując nagrody, bo są ludźmi w ich najlepszej postaci, nie oglądając się na rachunek swoich strat, to znaczy, że nagroda finansowa nie stanowi szczytu ich marzeń. Wydaje mi się, że IM największą satysfakcję sprawia sam fakt pomocy i "bycia człowiekiem" w każdej sytuacji. Bycie zauważonym przez innych to już nagroda, natomiast ta finansowa wydaje się być nowomodnym skomercjalizowaniem akcji i niesie ze sobą ryzyko koniunkturalnych działań. Może zręczniejszym pomysłem byłaby realizacja jakiegoś ich marzenia, dla pewności, że nie będzie to lot na księżyc, ograniczona kwotowo??? Wtedy byłyby dwie nagrody - ludzka pamięć i spełnienie skrytego pragnienia... Jestem wnuczką przedwojennej bardzo dobrze wykształconej nauczycielki, urodzonej w 1895 roku, która uczyła mnie bycia porządnym, uczciwym, gotowym w każdej sytuacji do pomocy innym, wznoszącym się ponad swe słabości, człowiekiem. Uczyła mnie człowieczeństwa bez potrzeby bycia zauważanym. Jestem więc głęboko przekonana, że najprawdziwsze, najbardziej lśniące diamenty pozostaną niezauważone, a akcja wprawdzie przybierze charakter misji w poczuciu dobrze spełnianego obowiązku, ale z finałem mijającym się z prawdą.
Czego nie życząc, ale przewidując, trochę się boję.

Z poważaniem
Joanna Grochowska

Opublikowano na blogu http://joannagrochowska.blogspot.com 2.10.2011