"Wesołe jest życie staruszka..."

Usiłuję odnaleźć się w nowej rzeczywistości, bo tegoroczny prima aprilis przyniósł mi tzw. „zasłużoną” emeryturkę, raczej nie z moich marzeń, ale na pewno 38. letnich starań. Powszechny w stosunku do biblioteki naukowej i jej pracowników w środowiskach akademickich obyczaj, dotknął również mnie, nikt bowiem (a mam na myśli pryncypałów) nie splamił się podaniem mi ręki na „do widzenia” i powiedzeniem jakże wstydliwego „dziękuję”. A to, co stało się i jest udziałem „mojej” biblioteki dzięki mojej aktywności i kreatywności zawodowej, od stanowiska młodszego bibliotekarza po bibliotekarza dyplomowanego i funkcję dyrektora, nie tylko pozostało nie zauważone, ale przypisane niekoniecznie mojej skromnej osobie. Wszakże nie oczekiwałam kabaretowego przez lata: „rąsia, klapa, goździk, buźka”, bo niewiele oczekiwałam, zbyt dobrze bowiem znam realia. Ale niestety, naiwne serca kłucie mnie nie ominęło:-( Krótkim „do widzenia” pożegnałam się ze współpracownikami, natomiast grono szczególnie mi bliskich zaprosiłam na prywatne spotkanie, które miało być - i było!!! - radosnym spędzeniem po raz ostatni kilku wspólnych godzin. Rozstać się było trudno. Teraz staram się dokonać nowego podziału czasu, wyodrębnić priorytety, zająć myśli i siebie tak, by umysł nadal pracował, a jego szare komórki nie umierały, bo jeszcze powinny się przydać. Doświadczenie i zdobyta wiedza, umiejętność organizacji czasu i pracy, znajomość procedur administracyjnych winny pozostać zawodowym atutem. Na razie ograniczam się do cieszenia spokojem i niezależnością czasową, ale nie chcę jeszcze śpiewać „Wesołe jest życie staruszka”, bo nie czuję się staruszką! (cdn)

Opublikowano na blogu http://joannagrochowska.blogspot.com 18.07.2012