Dzień po... czyli krajobraz po referendum 13.10.2013

Wynik wczorajszego referendum w sprawie odwołania prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz Waltz przedstawiciele wszystkich opcji poza- i politycznych jak jeden mąż usiłują przełożyć na swój sukces. Jak zwykle. Ilość interpretacji, a przede wszystkim jej jakość jest żenująca dla wszystkich tych, którzy nieskromnie i zwykle arogancko występują w roli mentorów tym samym (samo)nadając sobie (!) rolę autorytetów. W moim przekonaniu zwyciężył społeczny zdrowy rozsądek i odporność na tani populizm wszelkiej maści pseudopolityków, którym się wydaje, że wjazd do politycznego żłobu to wyłącznie sekciarskie „najęte” gadanie (a ich zdaniem „przemawianie”), przypisywanie sobie cech „poważnego” polityka czy samorządowca, megalomańskie maniery, nieuzasadnione i cyniczne wykorzystywanie symboli narodowych oraz przekonanie, że prymitywna, bez najmniejszej bodaj próby obiektywizowania faktów krytyka oponentów to jedynie słuszna droga do „sukcesu” i dokonania natychmiastowych, niemal jak za pomocą czarodziejskiej różdżki, zmian. Niecierpliwie oczekiwanego i dosłownie wykrzyczanego „sukcesu” małych partykularnych interesików owych pseudopolityków, którzy nie mając formalnego przygotowania nie mają pojęcia JAK winno wyglądać owo formalne, merytoryczne i praktyczne przygotowanie do podjęcia funkcji polityka. Funkcji reprezentanta społeczeństwa nie tylko z szeroko pojętą wiedzą, ale i przygotowaniem do jej pełnienia, obiektywnym i uczciwym, popartym faktami, nie populistycznymi, obłudnymi hasłami przedstawianiem sytuacji oraz klasą i kulturą dyskusji. I nie chodzi tu o public relation, ani ocenę mowy ciała i inne bzdury szeroko omawiane przez „specjalistów” od tzw. wizerunku czyli od przewracania ludziom w głowach, bo niczego to do sprawy nie wnosi. Chodzi o rzetelne, uczciwe przygotowanie merytoryczne ludzi ubiegających się o polityczne przywództwo do podjęcia społecznego dyskursu na tematy łączące społeczeństwo samorządowe czy ogólnopolskie w sprawach ważnych dla niego i stopniowe przechodzenie od najniższego do coraz wyższego szczebla współ- i rządzenia, a nie brutalne rozpychanie się łokciami by ekspresem z dołu bez żadnego, poza chciejstwem, uzasadnienia znaleźć się na samej górze /szczycie władzy. I co ważne, bez ponoszenia jakiejkolwiek odpowiedzialności! Bezczelność, zarozumialstwo, obłuda i przewrotność Piotra Guziała zostało właściwie przez biorących udział w referendum ocenione i mimo jego chytrego, podstępnego działania nie „przywitał się z gąską” i nie został kandydatem na prezydenta stolicy i żywię nadzieję, że nigdy nie zostanie, tak jak kilku innych kandydatów, którzy nawet jeśli inteligentniejsi i skuteczniej machiaweliczni, to nie mają pojęcia o wyzwaniu jakim jest funkcja prezydenta stolicy kraju. Prezydent miasta to nie celebryta ani gwiazda filmowa, ani partyjny aparatczyk, który ma obowiązek się uśmiechać do kamery, stać pod „ścianką” i bywać z „gospodarskimi” wizytami. Jego obowiązkiem jest przede wszystkim podejmowanie strategicznych decyzji, pilnowanie stołecznej kasy oraz konsekwentne i rozważne zarządzanie funduszami z UE, naturalnie za zgodą Rady Miasta. Bo nie wolno zapominać – a zdaje się większość krzykaczy z Piotrem Guziałem na czele zapomniało o tym – że prezydent miasta jest wykonawcą uchwał Rady Miasta, jest zatem nierozerwalnie z nią formalnie i praktycznie związany. Gratuluję społeczeństwu, ciągle raczkującemu w demokratycznych procedurach, niezależnie od zdania najwyższych władz państwowych, że w referendum zajęło stanowisko odpowiedzialne.

Opublikowano na blogu http://joannagrochowska.blogspot.com 14.10.2013