“Już trzeba iść... - w 40. rocznicę śmierci Haliny Poświatowskiej” - recenzja wystawy zorganizowanej przez Częstochowski Dom Poezji (Muzeum Haliny Poświatowskiej)

   Od wielu miesięcy funkcjonuje w Częstochowie, z wielką starannością, pięknie zaaranżowany Dom Poezji, stanowiący Muzeum Haliny Poświatowskiej. Autorami gustownej stylizacji wnętrza są: malarz Włodzimierz Karankiewicz i architekt wnętrz Tadeusza Kosela, na co dzień pracownicy Instytutu Plastyki Akademii im. Jana Długosza.
   Niezwykle urokliwe i pełne wibrującego piękna wnętrze, przypominające wiosenny ogród, stało się gościnnym miejscem do zorganizowania skromnych, acz nastrojowych uroczystości 40-lecia śmierci Poetki. Poprzedzające tą uroczystość odsłonięcie symbolicznej ławeczki w III Alei, spowite przez władze miasta mgiełką tajemnicy, uradowało wszystkich miłośników wierszy Haliny Poświatowskiej, która błyszczy diamentowym światłem w panteonie najwybitniejszych poetów XX wieku. Tym samym doczekała się miejsc siebie godnych na kulturalnej mapie rodzinnego miasta.
   Kameralną uroczystość, na którą przybyło liczne grono wielbicieli talentu Poetki, otworzył gospodarz i kustosz Muzeum, brat Haliny Poświatowskiej, Zbigniew Myga, który wraz z Żoną Joanną, dyskretnie pełnili honory Państwa Domu, oddając jako pierwszej głos za szybko i nie zawsze na temat mówiącej, Marioli Pryzwan, znawczyni twórczości Poetki i autorce Jej biografii. Egzaltowany, pełen patosu zachwyt urodą, gustem i upodobaniem do pozowania do zdjęć Haśki, jak nazywali Ją najbliżsi, przesłonił nieco obraz prawdziwej, w pełni siebie świadomej i świadomej swej wartości kobiety, której eteryczność jest dość złudna. Wrażenie to wynik wibracji i nastrojów zawartych w Jej wierszach.
   Drugą, liryczną część wieczoru, wypełniła kilkoma arcydziełkami Haliny Poświatowskiej, Paula Kwietniewska - dla mnie - najlepsza aktorka młodego pokolenia częstochowskiego teatru, która przy tej okazji stanęła przed nie lada wyzwaniem. Będąc praktycznie między publicznością, wśród której były niesfornie zachowujące się dzieci, nie zważając na nie, czarownie, dyskretnie, zwiewnie interpretowała te jakże osobiste, intymne słowa Poetki. Z sytuacji wybrnęła zatem mistrzowsko, ocalając nie tylko ich ulotne piękno i głębokie przesłanie, ale ukazując także swój kunszt aktorski i zapewniła tym samym wszystkim obecnym porcję niecodziennego wzruszenia!
   Joanno i Zbyszku, oby więcej takich chwil przeżytych w Domu Poezji!

Recenzja opublikowana w częstochowskim dwumiesięczniku kulturalnym “Aleje 3”
nr 64(XI-XII)/2007 s. 38