“Skrzypce Hubermana i palce Bell’a” - recenzja koncertu finałowego VII Festiwalu Wiolinistycznego im. Bolesława Hubermana, z udziałem Joshuy Bell’a w częstochowskiej Filharmonii 20.10.2009

   Wtorek 20. października 2009 roku zapisze się w annałach poświęconych częstochowskiej kulturze jako dzień nie tylko niezwykły, ale i metafizyczny. Na scenie Filharmonii w ramach VII. Festiwalu Wiolinistycznego im. Bronisława Hubermana, objętego Honorowym Patronatem Prezydenta RP, Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego i Prezydenta Miasta Częstochowy miał miejsce koncert nadzwyczajny z udziałem amerykańskiego geniusza skrzypiec Joshuy Bell’a, który był jego długo oczekiwanym zwieńczeniem. Został zrealizowany dzięki współpracy ze Stowarzyszeniem im. Ludwiga van Beethovena, reprezentowanym przez Elżbietę Penderecką.
   Joshua Bell zaprezentował koncert skrzypcowy D-dur, op. 77 Johannesa Brahmsa na skrzypcach wykonanych przez Stradivariusa w 1713 roku, ongiś należących do Bronisława Hubermana, który tenże koncert wykonał przed samym kompozytorem... na tych właśnie skrzypcach! A to wszystko miało miejsce na deskach świątyni muzyki, która powstała na fundamentach częstochowskiej synagogi.
   Wyjątkowo licznie przybyli goście i melomani mieli zaszczyt uczestniczyć w koncercie w obecności: sekretarza stanu w kancelarii prezydenta RP Elżbiety Juńczyk-Ziomeckiej, pani Elżbiety Pendereckiej, przewodniczącego Światowego Związku Żydów Częstochowian i ich Potomków, pana Zygmunta Rolata, ambasadorów Francji, Australii, Wielkiej Brytanii, konsula Stanów Zjednoczonych i Izraela, naczelnych rabinów Nowego Jorku, Tel Avivu i Polski - Michaela Schudricha, prof. Szewajcha Weissa, prezydenta miasta Częstochowy Tadeusza Wrony, przewodniczącego Rady Miasta, Piotra Kurpiosa oraz m.in. autora projektu powstałego i odsłoniętego tego dnia na ul. Strażackiej pomnika pomordowanych Żydów Częstochowian, izraelskiego rzeźbiarza, częstochowianina z pochodzenia, Samuela Willenberga, autorki pieśni „Last night” Cecilii Margules, pieśni skomponowanej i napisanej specjalnie z okazji odsłonięcia pomnika, wybitnego kompozytora o częstochowskich korzeniach Michael’a Nyman’a oraz licznie przybyłych potomków pomordowanych Żydów i admiratorów muzyki poważnej.
   Wieczór został zainaugurowany ową pieśnią „Minionej nocy śnilam...” („Last night”), przejmująco wyśpiewanej przez Gail Hadani, śpiewaczkę o niepowtarzalnym, pełnym dramatyzmu głosie.
   Następnie przybyłych przywitał gość honorowy i fundator pomnika, a także sponsor festiwalu Zygmunt Rolat i z niekłamanym wzruszeniem mówił o sfinalizowaniu jego pomysłu budowy pomnika, tym samym o utrwalaniu w pamięci rodaków faktu wywiezienia z bocznicy kolejowej Warta, 40 tys. Żydów do Treblinki, a także o metafizycznym przesłaniu historii, czym dla niego jest fakt, że Joshua Bell będzie grał na dwukrotnie skradzionych Bolesławowi Hubermanowi skrzypcach ofiarowanych mu przez Jana hr. Zamojskiego, no i że będzie grał w miejscu szczególnie ważnym dla żydów jego pokolenia – w sali filharmonii, zbudowanej na fundamentach częstochowskiej synagogi, ówcześnie pod względem wielkości drugiej po wileńskiej, a spalonej już w 1939 roku.
   Koncert zainaugurowała VIII Symfonia h-moll „Niedokończona” Franciszka Schuberta, którą zagrała orkiestra pod batutą Jerzego Salwarowskiego, po czym przed publicznością wystąpił 42-letni wybitny wiolinista Joshua Bell. Jego finezyjna i mistrzowska gra urzekła publiczność, długo oklaskującą go stojąc, równie entuzjastycznie przyjmując krótki utwór na bis. Solowa, pełna delikatności wirtuozerska gra objawiła nie tylko maestrię skrzypka, ale przede wszystkim bajeczne brzmienie instrumentu.
   Długa owacja została stopniowo wyciszona przez dyrektor filharmonii Beatę Młynarczyk, która pozwoliła tym samym właścicielowi kawiarni Severino wręczyć bohaterowi wieczoru instrument wykonany w całości z czekolady.
   Drobną rysą wieczoru był fakt, że nie zadbano o symultaniczne tłumaczenie mówiących wyłącznie po angielsku Cecilii Margules i Joshuy Bell’a, a wszak jesteśmy w Polsce, szczególnie, że zadbano o teksty angielskie dla części anglojęzycznej publiczności.
   Sam bohater koncertu podkreślał w licznych wywiadach jak ogromne znaczenie dla niego mają te skrzypce, kupione w 2001 roku. Huberman nigdy ich nie odzyskał, a po wielu latach do winy przyznał się ich złodziej, też skrzypek, jak głosi legenda zazdrosny o talent częstochowianina. Wyglądający na 16-latka, o pięknych delikatnych i drobnych dłoniach Bell mówił też, że od zawsze Huberman był jego idolem i nomen omen uczył się w Nowym Jorku w pokoju pod jego portretem, potem odkupił jego skrzypce, a teraz mógł zagrać w mieście mistrza.
   Wielkie brawa należą się dyrektor Filharmonii Beacie Młynarczyk, która działając z prawdziwym żarem i zrozumieniem potrzeb melomanów (ale nie tylko melomanów) nareszcie ożywiła tą instytucję, a swoją determinacją doprowadziła do zaproszenia skrzypka, następnie prowadząc koncert z godną najwyższego uznania i szacunku klasą.
   Wieczór był magiczny, niemal oniryczny przy okazji stając się oddechem prawdziwej sztuki, takiej przez duże „S”.

Recenzja opublikowana w częstochowskim dwumiesięczniku kulturalnym “Aleje 3”
nr 76(XI-XII)/2009 s. 17