“Muzyka łagodzi obyczaje?” - recenzja koncertu Kwartetu im. Dymitra Szostakowicza podczas Festiwalu Wiolinistycznego im. Bolesława Hubermana w częstochowskiej Filharmonii

   Podobno muzyka łagodzi obyczaje. Chyba tak, choć we mnie przede wszystkim wywołuje wzruszenie, zachwyt, ożywienie powracającymi wspomnieniami. Potrafi również wywołać łzy i strącić w otchłań smutku. A o tym decyduje determinowany codziennością nastrój i... gatunek muzyki.
   Jak co roku, od czterech lat, w Częstochowie odbywa się Festiwal Wiolinistyczny im. Bronisława Hubermana, który 10 października gościł światowej sławy Kwartet im. Dymitra Szostakowicza, w składzie: Andrei Shislov – I skrzypce, Sergei Pishchugin – II skrzypce, Feodor Belugin – altówka, Alexander Korchagin – wiolonczela. Występ zespołu nie tylko zachwycił, ale na długo pozostawił mnie w stanie ekstatycznego osłupienia.
   Koncert poprzedził słowem o wykonawcach i prezentowanych utworach znawca tematu, Stefan Munch, który zwrócił uwagę obecnych na fakt, że muzykowanie w kwartecie, to najtrudniejszy rodzaj uprawiania muzyki zespołowej. Jednak podziwiając wirtuozerię Andrei’a Shislov’a i obserwując syntezę z nim pozostałych muzyków, można było mieć wrażenie, że stanowią jedność, nie tylko brzmieniową, ale i instrumentalną. Z maestrią wykonane kwartety Aleksandra Borodina (Nr 2 D-dur), Dymitra Szostakowicza (Nr 4 D-dur op.83) i Maurice’a Ravela (F-dur), uniosły mistrzostwem gry w krainę duchowych przeżyć i wzruszeń, wymykających się jakiejkolwiek werbalizacji.
   Obecna, w wyjątkowo skromnej liczbie, publiczność sali kameralnej przygotowana do przyjęcia tej niecodziennej dawki sztuki przez duże „S”, wyklaskała bis, którym stał się brawurowo zagrany utwór Beli Bartoka, także nagrodzony huraganem braw.
   Koncert stał się też okazją do refleksji napawającej smutkiem, jak mała jest popularność takich wydarzeń. Melomanów na sali można było zliczyć na palcach najwyżej dwóch rąk, a przymuszona do udziału w koncercie młodzież szkoły muzycznej, nieustająco szepcząca, chichocząca i kręcąca się rozpraszała im możliwość skupienia na wyjątkowym, niepowtarzalnym i niezapomnianym występie Kwartetu.
   Obserwacje te odsłaniają nie tylko niski poziom kultury muzycznej, ale przede wszystkim elementarnej kindersztuby. Tak więc muzyka tylko czasem łagodzi obyczaje, czasem wręcz przeciwnie.

Recenzja opublikowana w częstochowskim dwumiesięczniku kulturalnym “Aleje 3”
nr 65(I-II)/2008 s. 21