“Coś ty uczynił ludziom, Mickiewiczu...?” - recenzja koncertu specjalnego z okazji 50. lecia nadania imienia Adama Mickiewicza Teatrowi w Częstochowie 9.11.2006.

   9 listopada 2006 r. w Teatrze im. Adama Mickiewicza odbył się koncert specjalny z okazji jubileuszu 50-lecia nadania częstochowskiemu przybytkowi Melpomeny imienia Wieszcza, zatytułowany „Coś ty uczynił ludziom, Mickiewiczu...?”
   Scenariusz opracował i spektakl reżyserował dyrektor Robert Dorosławski, a reklamował go tak w zaproszeniu: „dołożyliśmy wszelkich starań, by spektakl ten nie był typową akademią, czy tylko słowno-muzycznym montażem” [...] „oprócz poważnych i humorystycznych utworów Mickiewicza przedstawienie wypełnią także teksty innych poetów, multimedialne projekcje oraz pieśni i piosenki”.
   Z kronikarskiego obowiązku należy dodać, że wyłącznie w premierowy czwartek, koncert uzupełniała część złożona z wybranych utworów Adama Mickiewicza w wykonaniu braci Aleksandra i Piotra Machaliców, przy akompaniamencie tria Andrzeja Jagodzińskiego.
   Widzów powitał dyrektor Robert Dorosławski, w szarym, raczej codziennym garniturze, niebieskiej koszuli i trzymając się pod pachy(!), pompatycznym tonem informował zebranych po co do teatru przybyli, sądząc zapewne, że niestosowna poza i nieodpowiedni strój pozostaną niezauważone przy pełnym patosu przyzywaniu osoby patrona teatru.
   Krótki spicz bardziej niż historią nadania imienia Adama Mickiewicza, naszemu teatrowi, przewrotnie stał się aluzją do składania panom dyrektorom gratulacji z tejże okazji.
   Wywołany na scenę do słów (gratulacji) kilku prezydent miasta, Tadeusz Wrona, w stalowym, raczej codziennym garniturze, nie zaprezentował klasy męża opatrznościowego miejskiej kultury, ani tym bardziej jej patrona, bowiem wagę wydarzenia podkreślił jedynie napuszoną miną i dętą, niegodną Wieszcza, pospolitą gadką, wprost z wyborczego wiecu.
   Za to część koncertu z udziałem braci Machaliców, następująca po nieudacznych próbach „wylatywania nad poziomy” prezydenta i dyrektora Teatru, była przykładem sztuki wybornej deklamacji i urzekała maestrią aktorskiego przekazu. Towarzyszące wybitnym aktorom muzyczne trio Andrzeja Jagodzińskiego zwielokrotniło siłę oddziaływania tekstów, czyniąc tą prezentację bardziej wysmakowaną.
   Zapowiadana w programie jako „nie typowa akademia”, część koncertu, która ma wejść do stałego repertuaru, była w istocie przywołującą przaśne czasy peerelowskie wieczornicą „ku czci”, bez spójnej i wyrazistej koncepcji, powiewu nowatorskiej świeżości, za to w manierycznym, pełnym patosu wykonaniu miejscowych aktorów, spośród których na uwagę zasługuje wyłącznie Paula Kwietniewska.
   Niepotrzebnie i bez związku włączone utwory innych autorów, rzekome projekcje multimedialne (przypominający wielkością karmnik litewski dworek w tle sceny), nieprofesjonalne nagłośnienie fragmentów słowno-muzycznych odtwarzanych z taśmy i kostiumy rodem z lumpeksu, dopełniają „marzeń” pana dyrektora, który zwierza się w programie: „marzeniem naszym jest, by jubileusz teatralnego patrona dorosłym dostarczył niekłamanych, estetycznych wzruszeń, a dla młodzieży stał się w miarę atrakcyjną i piękną lekcją literatury ojczystej”.
   Niestety owo pragnienie pozostało wyłącznie w sferze pobożnych życzeń twórcy i nawet wymuszane przez niego brawa oraz prezydent celebrujący stand ovation, koncertu nie uratowały, ani nie uczyniły z tej uroczystości, prawdziwego święta częstochowskiego, latami wcale dobrego, teatru.
   Pan dyrektor Robert Dorosławski jeszcze wiele musi się nauczyć, zanim zacznie samodzielnie pisać (nawet w oparciu o nie swoje teksty) scenariusze i reżyserować spektakle.

Recenzja opublikowana w częstochowskim dwumiesięczniku kulturalnym “Aleje 3”
nr 58(XI-XII)/2006 s. 43