“Sala samobójców” - recenzja filmu w reżyserii Jana Komasy

Sieć Cinema City – i chwała jej za to! - wyświetla aktualnie m. in. film młodego polskiego reżysera i scenarzysty Jana Komasy pt.: „Sala samobójców”.
Nowatorski, poruszający i zarazem niezwykle absorbujący film o groźnym uzależnieniu od internetu i jego pułapkach, o nieumiejętności okazywania, a może nawet odczuwania uczuć wyższych, film o katastroficznej wizji skutków tych zjawisk. Ośmielę się powiedzieć, że sposobem narracji śmiało mógłby pełnić rolę szkoleniową czym jest dla rodziców, którym brak wyobraźni, internet i... brak miłości.
Film jest małym arcydziełem dla ludzi czujących, myślących i wrażliwych, rewelacyjnie zrobionym i znakomicie zagranym. Mnie powalił na kolana. Jakub Gierszał grający Dominika, głównego bohatera, dobrze wychowanego młodego człowieka, który pozornie niczym szczególnym się nie wyróżnia, który pilnie uczy się przygotowując do matury w prywatnej szkole dla wybranych, właściwie roli nie gra, a się z nią utożsamia. Przystojny i dobrze ubrany jest obiektem westchnień i bezpośrednich "komunikatów" ładnych dziewczyn, ale i obiektem kpin kolegów, których roznosi burza hormonów. Któregoś dnia pełnym wewnętrznej grozy i zewnętrznego obśmiania staje się dla niego moment kiedy podczas nauki sztuk walki nieoczekiwanie jego ciało poddaje się słabości dojrzewania. Czuje się samotny i zlekceważony, ucieka zatem do wirtualnego świata, bo komputer jest dziś na wyciągnięcie ręki. Agata Kulesza w roli zimnej, przebojowej matki, która zapewnia swojemu synowi wszystko (?), z wyjątkiem prawdziwej uwagi, czułości, ciepła, a przede wszystkim miłości, wywiązała się ze swojego zadania bez zarzutu. Nadambitny i neurasteniczny ojciec kreowany przez Krzysztofa Pieczyńskiego to wyjątkowo celnie zaobserwowana postać słabego mężczyzny uparcie dążącego do celu, który wzmacnia swe ego silną i bezkompromisową żoną. Świetnie napisane dialogi, prawdziwe ale i nie pozbawione mocy czynią ten obraz jeszcze bardziej przekonywującym. Pozornie szczęśliwy młody człowiek, któremu nic nie brakuje, z wyjątkiem miłości najbliższych, w wyniku reakcji niesfornego i nieprzewidywalnego jeszcze ciała, trafia w internecie na portal sala samobójców, w którym spotyka dziewczynę, dla której jedynym celem życia staje się śmierć. Burzy ona dostatnie i bezstresowe życie Dominika, najpierw wciągając go w narkotyczny wirtualny letarg, a kiedy chłopak stopniowo gubi swoją tożsamość, w ostateczności doprowadza go do samobójstwa.
To w dużym skrócie, bo nie wolno zgubić emocjonalnego tła tych wydarzeń, znakomicie zarysowanego zachowaniami nic nie rozumiejących i nic nie chcących zrozumieć rodziców, którzy wspierają się wprawdzie działaniami fachowców (psychiatry, lekarza domowego), ale nadal idą w zupełnie błędnym kierunku. Nie umieją się zatrzymać, porzucić swoich ważnych spraw i kochać, by przez tą miłość zrozumieć świat i potrzeby swojego syna. Dominik zakochany w wirtualnej postaci dziewczyny o ciemnej, prowokującej, katastroficznej duszy, przeżywa wirtualną odprężającą rozkosz, by iść jednak w kierunku śmierci. Niezwykle wymowny, porażający i przerażający, przedśmiertny krzyk bohatera „mamo” to nie tylko krzyk ekranowego bohatera do nieobecnej – gdy potrzeba!!! – matki, to po części wezwanie skierowane do dorosłych widzów by się zatrzymać w tym rozpędzonym świecie i ZAUWAŻYĆ czego NAPRAWDĘ potrzebują nasze dzieci. A wydawałoby się to takie oczywiste! Zacny Młody Panie Janie, pełen szacun dla Pana jak mówi dziś młodzież, za film, który tak absorbuje, że człowiek zapomina oddychać, za film, który uświadamia w jaki sposób zmienia się otaczający świat i sugestie o czym pamiętać i co robić by tego uniknąć. W moim pokoleniu mówi się w takich sytuacjach chapeau bas! I ja to chapeau bas! Panu mówię, życząc realizacji dalszych, równie aktualnych projektów, choć wiem, że kolejny dotyczy powstania warszawskiego.

PS. Bardzo się cieszę, że właśnie ten film został dofinansowany m. in. przez Polski Instytut Sztuki Filmowej. To instytucja czerpiąca swe apanaże z kieszeni podatnika, ma więc obowiązek liczyć się z ich opinią. Nie jest to jednak tak oczywiste skoro dofinansowuje się takie filmy jak "Janosik" Kasi Adamik czy "Śluby panieńskie" Filipa Bajona. Wymaga to jednak dodatkowego komentarza, o który pokuszę się przy innej okazji.

Recenzja opublikowana na blogu http://joannagrochowska.blogspot.com 24.03.2011