In memoriam Staszek Podobiński (1950-2003)
[odsłonięcie tablicy poświęconej pamięci Stanisława Podobińskiego, redaktora naczelnego wydawnictwa WSP w Częstochowie]

Charyzmatycznemu humaniście
Stanisławowi Podobińskiemu
wieloletniemu Redaktorowi Naczelnemu
Wydawnictwa WSP w Częstochowie

  Anno Domini 2009                  współpracownicy i przyjaciele

   Grupa admiratorów Staszka Podobińskiego, zmarłego nagle Redaktora Naczelnego Wydawnictwa Akademii im. Jana Długosza, ufundowała Mu tablicę pamiątkową, odsłoniętą 5 lutego 2009 roku przy sali Senatu, uwieczniając tym samym fakt nadania Jego imienia agendzie, która była ostatnim miejscem pracy.
   Staszek był jedną z najbarwniejszych postaci zatrudnionych na uczelni niemal od chwili jej powstania, bo od 1975 roku.
   Pracował zanim został powołany przez pierwszego rektora Mariana Jakubowskiego, Instytut Filologii Polskiej, gdzie miał zajęcia do ostatniej chwili. Był stałym gościem biblioteki, pilnie studiującym materiały źródłowe, a przy okazji opowiadającym jej pracownikom niezliczone anegdoty. Był bardzo pogodnym, ogólnie lubianym kolegą, który nie mówił źle o innych, unikając starannie sytuacji konfliktowych. Zawsze uśmiechnięty i życzliwy starał się być wyrozumiałym dla studiującej braci i grona przynoszących swoje prace do wydawnictwa autorów. Umiał słuchać i skupiać uwagę na interlokutorze, co zapewniało Mu niezwykłą sympatię wśród wszystkich, z którymi współpracował.
   Staszek, z pochodzenia góral, miał też ogromną potrzebę wyrażania siebie przez śpiew, co czynił często i przy różnych, czasem zupełnie zaskakujących okazjach. Śpiewał mocnym głosem, z iście góralskim zacięciem, niesłychanie oddając się treści pieśni, piosenek, przyśpiewek. Z tego zamiłowania do śpiewu, języka i folkloru powstał słynny „Wszechnaobfitszy piosennik dla wszystkich”, wznowiony pod tytułem: „Wszechnaobfitszy piosennik dla tych, co ich Muzyka „bierze”, którego nakłady rozeszły się jak świeże bułeczki.
   Swoją życiową aktywność uzupełniał bywaniem na wernisażach, promocjach książek, odczytach, spotkaniach, o czym później pisał do „Gazety Częstochowskiej”, gdzie miał też stałą rubrykę porad językowych lub dodatku częstochowskiego „Gazety Wyborczej”.
   Jako człowiek Renesansu lubił sprawdzać się w różnych dziedzinach, a że jedną z ukochanych było językoznawstwo, przystąpił do wielkiego dyktanda, gdzie zajął trzecie miejsce.
   Jego pogodny, pełen wrażliwości sposób podchodzenia do życia sprawił, że w trudnych chwilach, kiedy Jego zdrowiu zagrażało niebezpieczeństwo bardzo poważnej, nawet śmiertelnej choroby, umiał sobie z tym swoim temperamentem i wolą życia poradzić.
Myślę, że lubimy takich ludzi – trywialnie mówiąc – „za żywota”, choć z pewnością nosił w duszy swoje wątpliwości, porażki i bóle, ale zachowywał je dla siebie, otoczeniu oferując uśmiech i życzliwość.
   Cieszy, że takim pozostał w pamięci, a grupa niezłomnych przyjaciół postanowiła uczcić Jego oddanie pracy i ludziom.

Wspomnienie opublikowane w częstochowskim dwumiesięczniku kulturalnym „Aleje 3”
nr 72 (III-IV)/2009 s. [45]