In memoriam Michał Hilchen - wspomnienie o bibliofilu, prezesie Towarzystwa Przyjaciół Książki w Warszawie

   Michał Hilchen. Mój i ogromnego grona bibliofilów przyjaciel „od książki”, wspaniały jej znawca, gawędziarz, erudyta, jeden z ostatnich Mistrzów, którzy o książce wiedzieli prawie wszystko. Kokieteryjnie lubił powtarzać, że ten kto mówi, że już wie wszystko, tak naprawdę nie wie nic.
   Człowiek instytucja, wieloletni prezes warszawskiego oddziału Towarzystwa Przyjaciół Książki, które starał się rozwijać poza stolicę, tworząc oddziały regionalne, prawdziwy miłośnik książek, zwłaszcza tych skrywających się pod łacińskim „rara et curiosa”, przez lata uczestnik aukcji bibliofilskich, admirator tych, którzy podobnie jak On uważali, że książka się nigdy nie zestarzeje i zawsze pozostanie nieocenioną wartością samą w sobie. Każde spotkanie z Nim, każda okazja do rozmowy była jednocześnie okazją do czerpania ze źródeł Jego wiedzy i nieprzeciętnej umiejętności barwnego opowiadania.
   Przez długie lata mojego uczestnictwa w aukcjach książki, zjazdach bibliofilów czy spotkań poświęconych tematyce zbiorów, stał się moim guru jako pracownika małej biblioteki naukowej, o niezłym księgozbiorze, a ośmielona Jego otwartością, gotowością do pomocy i bezpośredniością mogłam do woli korzystać z tych „nauk”.
   Empatyczny, z galanterią traktujący swoich rozmówców i uczniów (poza antykwariatami pracował też m.in. w warszawskiej ASP i Bibliotece Zamku Królewskiego), posiadał rzadką dziś umiejętność wyrecytowania ułożonego na poczekaniu limeryku podczas różnej maści spotkań, gdzie zawsze rej wodził swoim tubalnym głosem, giętkim dowcipem i urokiem osobistym. Był tym, który potrafił nienagannym językiem i ze swadą mówić długo i niezwykle interesująco na temat książek, ich historii, historii edytorstwa, introligatorstwa, bo i jego znawcą był. Myślę, że bez cienia przesady można napisać, że był człowiekiem renesansu, wielkim humanistą, ostatnim z wielkich bibliofilów, który pozostawi po sobie nigdy nie zapełnioną pustkę, bo nikt nie będzie umiał Go zastąpić.
   Jego odejście uczyni Go pewnie nieśmiertelnym w pamięci tych, którzy mieli zaszczyt z Nim obcować i od Niego się uczyć. Ale czy przetrwa na zawsze pamięć o Nim i Jemu podobnych w tych plastikowo-hamburgerowych czasach, trudno przewidzieć.
   Michale, parafrazując Jana Kochanowskiego „wielkie nam pustki uczyniłeś w domach naszych, tym nagłym zniknieniem swoim...”

Wspomnienie opublikowane na blogu http://joannagrochowska.blogspot.com 18.06.2009