In memoriam Basia Mruk - wspomnienie o bliskiej sercu koleżance

Odeszłaś... zostawiłaś nas we łzach i smutku... a tyle życia było w Tobie!
Tyle uśmiechu, tyle życzliwości, tyle pogody ducha, tyle dobra, że można by obdzielić całą naszą globalną wioskę!

Poznałyśmy się w 1970 roku podczas podróży na zetemesowski obóz do Wilkasów k/Giżycka, jadąc w korytarzu pociągu, Basia ze Śląska, ja z Częstochowy. Obie jechałyśmy z koleżankami, a obok nas stali młodzi chłopcy, jak się szybko w dowcipnej, dotyczącej kabaretowych niemal warunków jazdy, rozmowie okazało też tam. Dwa tygodnie obozu szybko minęły, ale grono zaprzyjaźnione długą podróżą "na jednej nodze" (bo tak się w tamtych czasach też jeździło) i pobytem nie zapomniało o sobie i zaczęło pisać do siebie listy, które wtedy nie były pisane jak dziś wirtualnym językiem skrótów, a piórem na papierze.
Stopniowo w listownych perygrynacjach zostałyśmy we dwie, ale za to przez te wszystkie lata wiedziałyśmy o sobie niemal wszystko, bo na częste odwiedziny brakowało pewnie czasu, jak to w życiu, szczególnie tym sprzed 1989 roku...
Ja zawsze mogłam liczyć na życzenia i ciepłą pamięć o sobie, co starałam się jak umiałam odwzajemniać.
Wychodziłyśmy za mąż, rodziłyśmy dzieci, przeżywałyśmy radości i smutki, ale to nie przeszkadzało nam w kultywowaniu kontaktu. Wreszcie po wielu latach spotkaliśmy się, najpierw u mnie, potem u Basi i Jej Męża Bogdana, naturalnie wracając do wspomnień z umykającej młodości, ale i do opowieści z podróży, które Oboje uwielbiali.
Swoją pasję realizowali z córką Agatką werbalizując przysłowie, że "podróże kształcą".
W prowadzonej rozmowie okazało się jednak, że Basia jeżdżąc po świecie jakby zapomniała o Warszawie, której nie znała, a chciała zobaczyć. Ja od lat znająca stolicę lepiej niż własne miejsce zamieszkania, bo posiadam tam całą najbliższą, ale i dalszą rodzinę oraz mnóstwo znajomych z różnych okresów życia, zobowiązałam się, że Jej ją pokażę podczas kilkudniowego pobytu. I tak się stało. I dziś, w chwili kiedy Basia już przechadza się po ogrodach niebieskich, ja idąc wspólnie przebytymi trasami, nie mogę ogarnąć wzruszenia, że to się już nigdy nie zdarzy, a obiecywałyśmy sobie (ja Jej), że jeszcze przyjedzie i będzie poznawała kolejne miejsca, co miało być o tyle łatwiejsze, że ja od roku w Warszawie mieszkam na stałe.
Tymczasem Ona chcąc zawalczyć o swoje podupadające zdrowie zdecydowała poddać się poważnej operacji serca. Kiedy w ub. roku ja podjęłam taką samą decyzję, Basia była pierwszą osobą, która mnie trzy doby później odwiedziła wraz z Bogdanem, wybawiając przy okazji z braku pewnych szczegółów bielizny wymaganej przez klinikę... Ja nie zdążyłam Jej ani odwiedzić, ani przytulić, mam tylko ostatniego smsa, w którym pisze, że następnego dnia "może się Jej przytrafić operacja", której się bała, ale na którą po lekarskiej niewesołej diagnozie czekała...
I niestety...

"Czasu nie było na pożegnanie...
Teraz zostało tylko płakanie.
Teraz ten smutek w garści Cię trzyma,
Trzyma za szyję, dusić zaczyna...
Póki ktoś żyje, to Go kochamy,
Lecz to po śmierci Go doceniamy.
Wtedy widzimy jaki był cenny,
Wtedy ogarnia smutek brzemienny,
Wtedy to rozpacz, wtedy tęsknota,
Jakże naiwna życia prostota...
Wtedy wyrzuty nami władają,
Wtedy uczucia hołdy składają...
Wtedy za późno na przeprosiny,
Jedno co możemy - wciąż się modlimy..."

"Życie bezlitosne do ziemi przytłacza,
Los ogromne kłody pod nogi wciąż wtacza,
Nagle i okrutnie z serca nam wyrwało,
To co było skarbem na zawsze zabrało!
Trudno to zrozumieć, czarna rozpacz miota,
Spokój już odpłynął, została tęsknota.
Jak ochłonąć z bólu, gdy jak ogień pali,
Czy kiedyś przygaśnie, trochę się oddali?
Ciężko żyć w cierpieniu nie znając radości,
Wiedząc, że już nigdy chyba nie zagości,
Kiedy już zabrakło nadziei i słońca,
Tylko czarna rozpacz i smutek bez końca...

Jesteś nam Aniołem tam wysoko w niebie,
Gdzie nasz święty Ojciec czekał już na Ciebie.
My swoją modlitwą zawsze Cię wspieramy,
Smutek i cierpienie Bogu powierzamy".

(Oba wiersze cytowane ze stron internetowych, poświęconych strofom o śmierci)

Wspomnienie opublikowane na blogu http://joannagrochowska.blogspot.com 14.10.2011