Wspomnienie o Januszu Mikołaju Szymańskim - twórcy “el”, bibliofilu, kolekcjonerze grafiki, zbieraczu, koneserze, bibliografie...

   23.03.98r. odszedł Janusz Mikołaj Szymański. Propagator szlachetnych technik graficznych, zbieracz i wybitny kolekcjoner ekslibrisu (grafiki), bibliofil, organizator i komisarz wystaw poświęconych małym formom graficznym, juror konkursów, w tym Biennale Ekslibrisu Współczesnego w Malborku, przedstawiciel Polski w FISAE – Międzynarodowej Federacji Twórców i Zbieraczy Ekslibrisów, twórca, redaktor i wydawca najpiękniejszego na świecie czasopisma poświęconego ekslibrisowi „el” – człowiek niezwykły, wybitny, skromny, bezinteresowny, prawy i wierny sobie.
Umiał zarażać swoją pasją, potrafił wydobywać z ludzi to co w nich wartościowe, skupiał wokół siebie niespokojne i twórcze osobowości. Był kochany przez wszystkich, bo posiadał coraz rzadziej dziś spotykaną cechę, a mianowicie umiał się przyjaźnić z ludźmi, umiał ich zjednywać na dobre i złe, umiał ich szanować.
   Posiadał ogromne zbiory ekslibrisów i małych form graficznych, wybitnych, wspaniałych twórców, które kolekcjonował z pasją i o których niezwykle interesująco, zajmująco umiał opowiadać.
   Jednocześnie trudno opanować zdziwienie, że nigdy nie starano się wykorzystać Jego wiedzy w żadnej z artystycznych, warszawskich szkół. Był zbyt niezależny i uczciwy, by prosić o możliwość przygotowania i kreowania młodego pokolenia w zakresie szlachetnych technik graficznych, wolał propagować je tam gdzie chciano go słuchać i korzystać z jego wiedzy.
   Był poważnie chory na serce, ale nie chciał być statystą gdy rzeczywistość przynosiła tyle (wiele) ciekawych wyzwań. Ostatnim, które Go uszczęśliwiło, ale i pewnie wyczerpało było zainaugurowanie I Triennale Ekslibrisu Wojskowego, którą to wystawę otwierał uroczyście w Bibliotece Narodowej w listopadzie ‘97r. i która jak wszystkie inne była przygotowana perfekcyjnie, z ogromną dbałością o najdrobniejszy bodaj szczegół.
   Zdążył wziąć jeszcze udział w grudniu ‘97r. w obradach jury zbliżającego się XVII Biennale Ekslibrisu Współczesnego w Malborku, prawie przygotował kolejny numer „el”, choć czuł się coraz gorzej.
   Poczucie humoru, niespożyta, wręcz zachłanna chęć życia sprawiły, że otaczający Go przyjaciele nie zdążyli uświadomić sobie w jak wielkim znajdował się niebezpieczeństwie.
   Jego śmierć jest dla nas wszystkich, którzy Go kochali, szanowali, wielbili jak Mistrza, jakimś absurdalnym, niesprawiedliwym gestem losu.
Pozostała po Nim dotkliwa pustka i uczucie goryczy, że już nigdy nie będzie do kogo zwrócić się po fachową radę.