Odszedł... in memoriam Lech Dąbrowski

   W piątek 16.11.2012. odszedł mój Ukochany Stryj Lech, brat mego Ojca. Senior mojej rodziny. Miał 90 lat. Harcerz Szarych Szeregów, żołnierz Armii Krajowej pokolenia Kolumbów, nauczyciel wielu pokoleń absolwentów znanego warszawskiego Technikum Fotograficznego, znawca filmu naukowego, miłośnik Tatr i pieszych wycieczek. Prawy, Szlachetny, Uczciwy, Arcyskromny, Dobry, Życzliwy, Uczynny i oddany pomocy innym Człowiek. Jeden z ostatnich strażników patriotycznej dewizy „Bóg, Honor i Ojczyzna”. Nigdy nie uznał powojennej organizacji kombatantów, jedynie słusznego ZBOWiDu, za to gdy historia pozwoliła wstąpił do Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej i od tej pory uczestniczył we wszystkich patriotycznych uroczystościach i pogrzebach bohaterów tamtych wojennych i powstańczych dni, mimo podeszłego wieku godnie pełniąc honory pocztu sztandarowego. Oddany rodzinie, szczególnie jedynemu ukochanemu Synowi Jędrkowi, który otrzymał imię po Sienkiewiczowskim Kmicicu, a którego wychowywał sam. Wartości moralne i personifikujące człowieczeństwo, które dziś niewiele lub nic nie znaczą, były dla Niego najważniejszymi. Żył w zgodzie z duchem i zasadami religii katolickiej, wyznając je na co dzień, nie od święta. Kochał góry, dopóki mógł jeździł w ukochane Tatry i odwiedzając szlaki kontemplował ich piękno. Wychowanie w duchu patriotycznym i obywatelskim oraz miłość do gór przejął od swoich Rodziców, matki nauczycielki oraz ojca, urzędnika (księgowego) m.in. słynnego Norblina, także prezesa Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego w Częstochowie. Cały swój wolny czas poświęcał - jako wolontariusz - zajęciom w dwóch stowarzyszeniach (jako skarbnik), ratując od zapomnienia czas wojny i jej bohaterów oraz tematykę filmu naukowego. Dla mnie był nie tylko przewodnikiem po życiu, ale i po stolicy. To dzięki Niemu Warszawa stała mi się bardzo bliska i dzięki Niemu ją poznałam, choć On mieszkając tu, tęsknił za miejscem urodzenia, Częstochową, której historię publikowaną w coraz nowszych pracach gromadził – między innymi z moją pomocą - w swojej bibliotece. Oszczędny i powściągliwy w słowach, mówił tylko rzeczy ważne, nie strzępił języka na próżno, a wiedzę posiadał niemierzalną. Dziś coraz mniej takich ludzi. I coraz bardziej pusto wokół...